O krakowskim rzemiośle #5: Krakowski Zakład Witrażów S.G. Żeleński

Dobre praktyki
26.01.2024

Aleja Zygmunta Krasińskiego 23. To tutaj swoją pracownię ma Krakowski Zakład Witrażów. Pomysłodawcą tego miejsca był Stanisław Gabriel Żeleński – brat Tadeusza „Boya” Żeleńskiego, który w 1902 roku postanowił stworzyć pierwszą znaczącą pracownię witraży na ziemiach polskich. W tym celu zaprojektował budynek przygotowany specjalnie na potrzeby tego typu pracy. Dziś jest to najstarsza nieprzerwanie działająca witrażownia w Polsce. Niezmiennie mieści się w tej samej kamienicy, wybudowanej przed blisko 120 laty. Wspomniany zakład stał się kolejnym miejscem, w którym mieliśmy okazję porozmawiać „O krakowskim rzemiośle”.

Gospodarzem Krakowskiego Zakładu Witrażów, który oprowadził nas po jego wnętrzach, jest Piotr Ostrowski. Krakowski artysta został właścicielem pracowni w 2000 roku. Cztery lata później założył w tym miejscu Muzeum Witrażu, które w unikalny sposób łączy w swoich przestrzeniach historię zakładu z jego teraźniejszością. W trakcie wizyty rozmawiamy o ponad stuletnim dziedzictwie pracowni, o tym, jak wygląda jej funkcjonowanie obecnie i czym może zaciekawić odwiedzających. Dowiemy się także, jak wyglądają poszczególne etapy tworzenia witrażów.

Nagrody, odznaczenia i medale, czyli o historii zakładu

– Znajdujemy się w kamienicy wybudowanej specjalnie dla potrzeb zakładu. Wszystko, co nas otacza jest oryginalnym wnętrzem, które zostało zaprojektowane równolegle z budynkiem. Witraże powstają tu niezmiennie od 120 lat. Historia pracowni nierozerwalnie wiąże się z postacią Stanisława Gabriela Żeleńskiego, który był jej pomysłodawcą.

– Trzeba zauważyć, że na początku XX wieku witrażownictwo było w Polsce nieco zapomniane, czy nawet nieznane. Żeleński, zakładając zakład, ściągnął więc mistrzów z Wiednia, Insbrucka oraz Niemiec, którzy uczyli polskich artystów i rzemieślników całego procesu. Dopiero po wykwalifikowaniu pracowników zakład mógł rozpocząć produkcję autorskich realizacji.

– Pracownia święciła sukces za sukcesem właściwie od samego początku jej funkcjonowania. Mam tu na myśli zarówno sukces komercyjny, jak i artystyczny. Potwierdzają to dyplomy, odznaczenia i medale przyznane pracowni na różnego rodzaju wystawach, które dziś dumnie zdobią nasze wnętrza. Przykładem prestiżowego wydarzenia, na którym zakład został odznaczony Złotym Medalem oraz Grand Prix jest wystawa paryska z 1925 roku, gdzie nagrodzono witraże zaprojektowane przez Józefa Mehoffera.

– Dość powiedzieć, że z zakładem współpracowali, oprócz wspomnianego Józefa Mehoffera, tak znamienici artyści jak Stanisław Wyspiański, Karol Frycz, Jan Bukowski czy Stefan Matejko. Jednym słowem śmietanka młodopolskich artystów. I tu ważna, z punktu widzenia Państwa opowieści, informacja – nie zawsze, a wręcz rzadko artysta projektujący witraż jest jego wykonawcą. W tym miejscu dochodzi właściwie do spotkania artysty, który przynosi projekt z rzemieślnikami – mistrzami szkła, witrażownictwa – którzy ten projekt przenoszą na szkło.

Odwiedzając poszczególne wnętrza pracowni zauważamy oryginalne, ponad stuletnie wyposażenie, z którego współcześnie korzystają pracujący w zakładzie witrażownicy. Obserwujemy kolejne etapy powstawania witrażów. Poznajemy, krok po kroku, tajniki ich produkcji.

Ręczna, precyzyjna praca, czyli o sztuce witrażownictwa

– Jeśli chodzi o samo rzemiosło, to ono właściwie nie zmieniło się od czasów średniowiecza. Precyzując, żadna z podstawowych czynności nie została zautomatyzowana. Nie jest to domena tylko Polski, ale całego świata – Stanów Zjednoczonych, Niemiec czy Wielkiej Brytanii. Witraże w zasadniczym „szkielecie” powstają dokładnie tak samo, jak dziesiątki czy setki lat temu. Jest to w pełni ręczna praca – od pierwszego do ostatniego momentu produkcji.

– Pierwszym etapem jest zawsze projekt koncepcyjny w skali 1:10, który jest przedstawiany inwestorowi do zatwierdzenia. Później ten projekt jest przenoszony na kalki techniczne. Trzeba pamiętać, że witraże to są tak naprawdę… –  dzieci, które odwiedzają muzeum bardzo lubią to porównanie – gigantyczne puzzle. To są dziesiątki, setki, tysiące małych elementów, które muszą w pewnym momencie zostać połączone w większą całość. Żebyśmy się w tym wszystkim nie pogubili, witraż dzielony jest na kwatery.

– Później następuje dobór kolorystyczny. Projekt witraża zawsze jest wykonany na papierze – za pomocą różnych technik, np. pasteli lub tempery. Kolorysta musi przetransponować kolory z papieru na takie, które są dostępne w hucie. Produkcja szkła jest więc jedynym elementem całego procesu produkcyjnego, który odbywa się poza zakładem. Są to szkła barwione w masie, czyli szkło jest doprowadzane do konsystencji gęstej zupy i tam barwione tlenkami metali, po to, żeby ten kolor zachowały „wieczną” trwałość.

– Po wykonaniu doboru kolorystycznego wszystkie szkła są cięte. Tę czynność wykonuje się przy pomocy noży diamentowych lub kółek tnących. Cięcie wygląda inaczej niż moglibyśmy sobie to wyobrażać. W szkle robimy bowiem rysę, a następnie odłamujemy poszczególne części. W ten sposób, kawałek po kawałku, wszystkie elementy są docinane do konkretnego szablonu lub wzoru.

– W kolejnej fazie szkło poddawane jest obróbce malarskiej. Ten proces odbywa się w specjalnie zaaranżowanej malarni. Trzeba przyznać, że jest to już praca nie tyle rzemieślnicza, co artystyczna. Wszystkie szkliwa i farby, które nakładamy na szkło, muszą być utrwalone w temperaturze bliskiej topnienia szkła. W tym celu korzystamy z jedynej nowoczesnej części wyposażenia pracowni, czyli pieca elektrycznego. Jest on sterowany komputerowo, dzięki czemu w pełni możemy zapanować nad procesem wypału. W temperaturze ok. 600-800 stopni szkliwa wtapiają się w szkło, tworząc nierozerwalną strukturę.

– Na końcu wszystkie elementy oprawiane są w ołów. Jest to kolejny materiał, który przez wieki nie znalazł żadnego alternatywnego rozwiązania. Z prostej przyczyny – ołów dobrze łączy się i współpracuje ze szkłem. W miejscach łączenia jest z kolei lutowany cyną. Wszystkie te czynności wykonuje się, podobnie jak na wcześniejszych etapach, ręcznie.

Tuż przed wejściem do części muzealnej zatrzymujemy się na chwilę, aby zapytać Piotra Ostrowskiego o to, w jaki sposób znalazł się w pracowni po raz pierwszy, aby niedługo później stać się jej właścicielem i gospodarzem.

Powrót do dawnej świetności, czyli o życiowej decyzji

– W 1952 roku zakład został upaństwowiony i od tego momentu przechodził przez ręce różnych spółdzielni pracy. W latach sześćdziesiątych wykupiła go „Gromada”, a niecałe dziesięć lat później „Renowacja”. Ta ostatnia, podobnie jak większość spółdzielni w Polsce, zaczęła w latach 90-tych podupadać. Zakład znalazł się na skraju bankructwa. W tamtym czasie odbywałem w nim praktyki, więc obserwowałem to zjawisko na własne oczy.

– W pewnym momencie zrozumiałem, że to czas na podjęcie życiowej decyzji – albo stąd uciekam, albo się angażuję i przywracam zakładowi dawny blask. Odnalazłem więc rodzinę Żeleńskich i za ich zgodą otrzymałem prawo do używania oryginalnej nazwy i logo zakładu, wykupując całe to miejsce.

– Tym działaniom towarzyszyła myśl, że to najważniejszy i najmocniejszy ośrodek polskiego witrażownictwa, z największymi dziełami, tradycjami i osiągnięciami. Niech wyrazem tego będzie fakt, że zakład zrealizował witraże w ponad trzech tysiącach obiektów – od małych, pojedynczych okien po olbrzymie zespoły witraży.

– Od ponad dwudziestu lat konsekwentnie pracujemy nad tym, żeby przywrócić zakład do dawnej świetności. I to się udaje. W ostatnich latach udało się nam zdobyć wiele prestiżowych nagród za takie realizacje jak „Apollo w budowie” czy „Polonia” według projektu Stanisława Wyspiańskiego. To, co w tym momencie równie mocno nas angażuje to część wystawienniczo-muzealna obiektu.

Część muzealna, o której wspomina Piotr Ostrowski,  stanowi podsumowanie ponad stuletniej, znamienitej historii zakładu, ale też uzupełnienie opowieści, z którą zwiedzający zapoznali się nieco wcześniej we wnętrzach pracowni. Pod jednym dachem prezentuje się dziedzictwo i teraźniejszość, dzieła sprzed lat i współczesne realizacje. Całość tworzy swego rodzaju żywą przestrzeń, w której możemy poczuć i zrozumieć najchlubniejsze tradycje polskiego witrażownictwa.

Dwie formy przestrzeni, czyli o żywej pracowni

– W 2004 roku swoją działalność rozpoczęło Muzeum Witrażu. Muszę podkreślić, że nie chcemy tworzyć z tego miejsca skansenu, w którym pokazywalibyśmy, jak kiedyś, historycznie wykonywano witraże, tylko wprowadzamy odwiedzających do żywej pracowni, gdzie te witraże ciągle powstają. Mamy więc przestrzeń pracowni, do której zwiedzający wchodzą i przechodzą przez oryginalne wnętrza zaprojektowane specjalnie dla jej potrzeb.

– Mamy też oczywiście przestrzeń wystawową, gdzie prezentowana jest kolekcja zakładu. Na wystawę stałą „Galeria Młodopolskich Mistrzów Witrażu” składa się selekcja projektów i kartonów, które były tutaj wykonane. Ułożyłem ją według czterech najciekawszych artystów z początku wieku – Stefana Matejki, Józefa Mehoffera, Wojciecha Jastrzębowskiego i Stanisława Wyspiańskiego. To bodaj najbardziej reprezentatywna próbka tego, co działo się niegdyś w polskim witrażownictwie.

– Wszyscy zwiedzający dotykają więc procesu powstawania witrażu w pracowni, potem zwiedzają ekspozycję. Na górze mamy salę edukacyjno-konferencyjną poświęconą Izie Żeleńskiej, natomiast na poziomie -1 jest przestrzeń dla wystaw czasowych, w której dotykamy witrażu i szkła od różnych, często nietypowych stron. Przewodnicy, którzy oprowadzają grupy zawsze są witrażystami. Dbamy o to, żeby ludzie, którzy opowiadają o witrażach znali je również z praktyki.

Zainteresowanych historią oraz ofertą Krakowskiego Zakładu Witrażów S.G. Żeleński zachęcamy do odwiedzenia strony internetowej https://zelenski.pl/. Z Muzeum Witrażu, znajdującym się przy al. Zygmunta Krasińskiego 23 można kontaktować się telefonicznie – 512 937 979, mailowo – info@muzeumwitrazu.pl lub za pośrednictwem strony https://muzeumwitrazu.pl/. Odsyłamy również do autorskiej strony właściciela pracowni, Piotra Ostrowskiego – https://piotrostrowski.art/.

Na koniec chcielibyśmy podziękować Panu Piotrowi – za serdeczne przyjęcie, miłą rozmowę oraz prezentację pracowni, muzeum i samego rzemiosła. Było nam bardzo miło u Państwa gościć.