Pszczelna: „szybka ścieżka” dla dewelopera?

Rada Miasta
23.06.2021

20 kwietnia mieszkanka ulicy Pszczelnej otrzymała w odpowiedzi na swoje pismo oficjalną informację z Wydziału Architektury UMK, że dla działek w jej sąsiedztwie nie ma pozwolenia na budowę bloku i, co więcej, nie ma też „trwających lub zakończonych postępowań”. Niecałe trzy tygodnie później dla tych samych działek zostało wydane pozwolenie na budowę „budynku mieszkalnego wielorodzinnego z lokalem usługowym”. Całej sprawie pikanterii dodaje fakt, że za kilka tygodni rada miasta powinna uchwalić plan zagospodarowania dla tego obszaru, który zablokuje możliwość zabudowy na ponad połowie terenu, o który chodzi. Radny Łukasz Gibała chce od Jacka Majchrowskiego wyjaśnień w tej sprawie. Właśnie skierował do niego interpelację.  

Przed kilkoma miesiącami mieszkańców zaniepokoiła koparka, która w ich sąsiedztwie, pomiędzy ul. Pszczelną a terenem budowy Trasy Łagiewnickiej, wyrównała teren, który został później utwardzony i częściowo wysypany żwirem. Słyszeli kiedyś, że deweloper, który w latach 2019-2020 wybudował dwa bloki niemal tuż przy samej Trasie Łagiewnickiej, ma w planie jeszcze jeden budynek. Ale w tworzonym od trzech lat planie zagospodarowania dla tego rejonu duży fragment za ich blokami miał zostać przeznaczony pod zieleń urządzoną – skwery i zieleńce, z całkowitym zakazem lokalizacji budynków i miejsc postojowych. Takie przeznaczenie ma mieć ponad połowa terenu, dla którego – jak się właśnie okazało – wydane jest pozwolenie na budowę. Mimo to mieszkańcy zaczęli drążyć temat – czego efektem była m.in. wspomniana uspokajająca odpowiedź z Magistratu.

– Takie zapisy w projekcie planu pojawiły się nie bez powodu. Miała to być chociaż częściowa rekompensata za likwidację zieleni i inne uciążliwości, związane z budową Trasy Łagiewnickiej, z którymi mieszkańcy tej okolicy mierzą się już od trzech lat – mówi Łukasz Gibała. – I teraz, na kilka tygodni przed uchwaleniem planu, okazuje się, że zamiast skweru ma być kolejny blok – dodaje. Radnego dziwi także tempo pracy urzędników. – Standardem jest, że procedura wydawania pozwolenia na budowę trwa miesiącami, a nawet latami. Jeśli w odpowiedzi z 20 kwietnia urzędnicy napisali prawdę, oznacza to, że w tym przypadku mamy do czynienia z urzędniczym rekordem, jeśli chodzi o decyzję budowlaną. Czyżby dla tego dewelopera została uruchomiona jakaś „szybka ścieżka”? – pyta Gibała.

Co ciekawe, w miejskim portalu mapowym Obserwatorium jest informacja o opisanym pozwoleniu na budowę, ale nie widnieje żadna decyzja o wydanych warunkach zabudowy dla wspomnianych działek. A przecież tam, gdzie nie ma planu miejscowego, to właśnie tzw. „wuzetka” jest warunkiem koniecznym uzyskania pozwolenia na budowę. O tę kwestię Gibała również pyta w interpelacji – jak i o to, czy został spełniony warunek poinformowania sąsiadów o toczącym się postępowaniu. Bo o wydanym pozwoleniu na budowę mieszkanka, która zgłosiła się do Łukasza Gibały przed trzema dniami, wtedy jeszcze nie wiedziała.

 

Treść interpelacji